Po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego

Co dalej z rodzinnymi ogródkami działkowymi?

Trybunał Konstytucyjny uznał za niezgodne z Konstytucją 22 z 50 przepisów ustawy o rodzinnych ogrodach działkowych, zwanych dawniej działkami pracowniczymi.  Ta forma rekreacji i odpoczynku dla ludzi pracy ze środowisk miejskich jak się okazuje nie może pozyskać odpowiedniej szaty prawnej. Działki są stałym elementem głównie obrzeży miast i ogólnie są to tereny o wcale nie małym areale. Rozrost miast powoduje że wiele z nich kiedyś położone było na peryferiach, dziś są w całkiem bliskiej odległości od  centrów miast, przez co mogłyby być atrakcyjnym terenem inwestycyjnym. Nie były one wymysłem władzy „socjalistycznej” bo pierwsze powstawały w okresie międzywojennym w ramach realizacji postulatu poprawy warunków życia ludzi pracy. Istnieją też w krajach, które ustroju „socjalistycznego” nie znały, a w których po prosty realizowano program socjalny…

W Polsce nie potrafiono sobie z bytem ogrodów pracowniczych poradzić. Pierwszym sygnałem, że coś trzeba zrobić były orzeczenia TK z lat 90-tych kwestionujące konstytucyjność poprzedniej ustawy o działkach pracowniczych. Ponieważ tych orzeczeń było sporo ustawę z 1981r. zastąpiono nową, która miała być dostosowana do współczesnych realiów. Czytając jednak tę nową ustawę, która najdalej za półtora roku przestanie obowiązywać odnosi się wrażenie, że jest to twór jeszcze gorszy od poprzedniego, peerelowskiego. Jest to coś na kształt „manifestu pekawuenu” dla działkowców bardziej niż ustawa regulująca ich sytuację prawną.    W myśl ustawy ogródkami działkowymi może rządzić tylko jeden podmiot prawny – PZD. Trybunał uznał, że jest to sytuacja niezgodna z Konstytucją i stąd takie a nie inne orzeczenie Trybunału.

Zakwestionowano konstytucyjność art. 6, zgodnie z którym działkami musi władać PZD i żaden inny podmiot do tego nie ma uprawnień. Zakwestionowano przepis, zgodnie z którym tylko na rzecz PZD mają być przekazywane nieodpłatnie tereny Skarbu Państwa oraz gmin. Tych zakwestionowanych przepisów jest ponad 20 i w większości są to przepisy, które dawały PZD sytuację jedynowładztwa i wyższości nad innymi podmiotami.

Pytanie, komu te przepisy przeszkadzały?  Otóż z całą pewnością nie posiadaczom działek. Ci, przyzwyczaili się to tej patologicznej sytuacji. Nie przeszkadzało im nawet to, że forma prawna w jakiej użytkują działki jest bardzo ułomna i nieadekwatna do rzeczywistości. Obejmują oni działki w użytkowanie, które w myśl przepisów kodeksu cywilnego jest niezbywalne. Wynika z tego, że działki nie wolno im sprzedać. Śmiechu to warte, skoro nie ma tablicy ogłoszeniowej na działce, albo gazety z ogłoszeniami, gdzie nie byłoby anonsu: „działkę pracowniczą sprzedam”. Czyli nie wolno sprzedawać, ale się sprzedaje. Czyli dokonuje się obchodzenie przepisów prawa. Wszystko to wynika z faktu, że ustawa nie przystaje do rzeczywistości i charakteryzuje się niską kulturą prawną. Jest to bowiem bardziej manifest dla działkowców niż ustawa.  Dlaczego tak jest? Wystarczy data uchwalenia tej ustawy – koniec kadencji parlamentu w 2005r. Lewica tracąca poparcie chciała poprawić swoją pozycję przepychając taki populistyczny gniot prawny. 

Tyle, że ci działkowcy do tej patologicznej sytuacji „przywykli” i im te uregulowania, dające PZD monopol na władzę, co  można porównać do ustroju Chin Ludowych, nie przeszkadzają. Co więcej, wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego czują się zaniepokojeni. Na to zaniepokojenie wpływa uprawiana przez PZD propaganda w stylu „bez nas zginiecie”…  

Zaniepokojenie nie jest słuszne. Nie w tym rzecz, aby ogrody działkowe likwidować ale żeby nadać im odpowiednie uregulowania prawne.

Można np. każdy ogród działkowy przekształcić w spółdzielnię, którą tworzyliby posiadacze działek. Działka byłaby przydzielana w formie  „spółdzielczego prawa do działki rodzinnej” – które należałoby utworzyć i wprowadzić do polskiego systemu prawnego.

Można również uwłaszczyć działkowców posiadanymi przez nich działkami. Działkowcy staliby się współwłaścicielami w ułamkowej części, a ogród działkowy przekształciłby się we wspólnotę działkowców. Jeżeli grunty są własnością państwową lub gminną doskonale nadaje się tu instytucja współużytkowania wieczystego.

Można również utworzyć gminną spółkę zarządzającą ogrodami działkowymi, a działkowcy staliby się dzierżawcami posiadanych działek.

Czy przy proponowanych rozwiązania PZD miałby jakąś rację bytu? Miałby, jako dobrowolne stowarzyszenie działkowców, służące im pomocą i radą… W przypadku wyboru wariantu „spółdzielczego” lub „wspólnotowego” mógłby zrzeszać poszczególne spółdzielnie lub wspólnoty działkowców, również służąc im pomocą i radą. 

Możliwości jest wiele, ale przede wszystkim niezbędna jest dobra ustawa regulująca sytuację ogrodów działkowych. Nie chodzi przecież o to, aby je likwidować, ale o to, aby nadać im rozsądne ramy prawne.